13 maja 2014

Rozdział 8


Płomyczku spójrz w słońce,
Zerknij na świata końce!
Rozejrzyj się nasz miła!
Czerń dziś blaknie,
Światło wnet pojawi się,
A ty wyjdź w gwieździstą noc,
Spójrz na niebo, a od dziś,
Nie zaznasz lęku nigdy więcej!
Nie stój w szeregu,
Przy boku Ciernia wiernie krocz!
I wznieś miecz w górę wnet,
Niech ku światłu spojrzy on,
Bo tam gdzie złota bryza,
Gdzie wiatru morze jest,
Tam zwycięstwo nasze nieś!
A gdy zwątpienie przyjdzie,
Spójrz na nas, na mnie,
Na przyjaciół twych.
I  wiedz, że i my
Nie opuścimy cię,
Że do ostatnich sił,
Dzierżyć będziemy miecz!
Więc niech trwoga i lęk odejdą wnet,
Nesso! 
Uśmiechnij się!
Niko Rebadis - Dla Nessy, naszego Płomyka Nadziei.

 
18 grudnia 1980r.
Kochany Pamiętniczku!
Boję się. Po raz pierwszy od dawna - naprawdę się boję. To, co dzieje się na zewnątrz jest okropne. Ciągle słyszę szczęk metalu, gdy miecz zderza się z mieczem i nie mogę powstrzymać tych przerażających myśli, które wkradają się do mojej głowy! Z każdą chwilą zaczynam coraz bardziej żałować, że z wraz z Piórkiem, Luśką i Księżniczką namówiłyśmy ciocie Navię i wujka Evenda,  żeby puścili nas z Erianem do miasta. Tak bardzo chciałyśmy w końcu poznać ludzi! Co prawda Nora i Line już ich widziały, ale nie miały czasu się z nimi zapoznać, a wycieczka na Dębowe Wzgórze była idealną okazją! Na początku wszystko szło jak po maśle, ale co z tego, skoro teraz siedzimy zamknięte w zamku, a Nicol nigdzie nie ma? Tak bardzo się o nią obawiam! A co jeśli wpadła w ręce tamtych rozbójników? Przecież oni ją zabiją... Luśka mówi mi, że muszę zachować spokój, żebym się nie martwiła, ale jak to zrobić? Przecież Piórko to moja siostra! Jak mogę przestać się o nią niepokoić?! 
Księżniczka stwierdziła, że Erian ją odnajdzie, ale ja nie jestem tego taka pewna. Jej brat musi teraz walczyć z tymi okropnymi bandytami, a Nicol ma talent do wpadania w kłopoty i... Muszę już kończyć! Ktoś do nas idzie! Może znaleźli w końcu Piórko?
Całuski, Twoja
Nessa 

 Uśmiechnął się smutno, wpatrując w trzymany pamiętnik. Pamiętał doskonale tamten dzień, to właśnie wtedy, po raz pierwszy, los postanowił skrzyżować drogi jego i dziewczyn. I pomyśleć, że, gdyby wtedy posłuchał się rodziców, mógłby nigdy nie spotkać Psotki, Piórka, Luśki i Księżniczki. Pokręcił głową. O ile o tej drugiej miał ochotę zapomnieć, to przyjaźń, którą darzył pozostałą trójkę nigdy nie wygasła, nawet jeśli jej początki były niezbyt udane.

21 grudnia 1980r.
Pamiętniczku!
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam do tego ani głowy, ani czasu. Teraz też przysiadłam tylko na chwilę, bo chcę Ci koniecznie opowiedzieć o tym co się przed chwilą stało! To wprost oburzające, że ten bezczelny typek śmie się tak zachowywać! On jest naprawdę irytujący! Wyobraź sobie, że przed chwilą został oblana lodowatą wodą i to dlaczego? Bo zasnęłam przy kominku! To koszmarne! A on jeszcze się z tego śmiał, palant jeden! Doprawdy, zastanawiam się, co ten chłopak sobie myśli? Jest ode mnie, Księżniczki i Luśki starszy tylko o trzy, a od Piórka o dwa, lata! Och! Przepraszam. Zapomniałam, że nie wiesz o kim piszę. Przecież ostatni raz zapisałam tu coś trzy dni temu. Może zacznę od początku?
Walka została wygrana, chociaż zginęło bardzo dużo ludzi. Na szczęście wielu osobom udało się w porę uciec do jaskiń! Teraz trawa odbudowa. Wujek i ciocia przysłali po naszą czwórkę eskortę, która miała nas odwieźć z powrotem do Deren, ale namówiłyśmy ich byśmy mogły pomagać! Ale wracając do tego dupka, który oblał mnie wodą, to Thorn Hostes. Chłopak uciekł z domu i przez przypadek znalazł się w złym miejscu o złym czasie. O ile dla dziewczyn jest miły i czarujący, to w stosunku do mnie zachowuje się złośliwie! Nie może mu przecież chodzić o moje włosy, bo Nicol jakoś nie dokucza, a ona też jest ruda. Ech, to koszmarne trwać w niewiedzy. Muszę się tego do wiedzieć, bo...
No nie! To znowu on. Muszę kończyć, bo widocznie czegoś chce, a jeśli zobaczy, że piszę w pamiętniku będę miała przypał. Księżniczka napomniała o tym wczoraj, a on wybuchnął śmiechem i stwierdził, że tylko małe dziewczynki w nich piszą! Mówiłam przecież, że on jest okropny!
Pa, Twoja
Psotka

Pokręcił z rozbawieniem głową. Nigdy wcześniej, ani później, nie spotkał równie wyjątkowej osoby. Nessa była mądra, utalentowana, zabawna, ambitna, a zarazem niezwykle lojalna. Co prawda miała też napady humorków i wtedy stawała się naprawdę nieznośna. Zaśmiał się chicho, przypominając sobie moment, w którym zaczęła rzucać w Lisa wszystkim, co miała pod ręką, a to tylko dlatego, że ten zażartował sobie z jej włosów. Westchnął ciężko, przypominając sobie wszystkie spędzone wspólnie chwile. Ukrył twarz w dłoniach, wciągając ciężko powietrze. Już po chwili wstał, po czym skierował się w stronę drzwi.
— Nie ma co rozdrapywać starych ran — mruknął smętnym głosem.

Wyczuwałam go. Nie miałam żadnych wątpliwości co do tożsamości obserwującej mnie osoby. To znowu on. Wilk, któremu obiecałam swą pomoc. Tylko czemu nie mogłam zobaczyć, gdzie jest? Coś ciągnęło mnie w jego kierunku, a teraz? Nie wiedziałam, gdzie się znajduje, chociaż czułam, że śledzi mnie wzrokiem. 
— Skąd się tutaj wzięłaś? — odezwał się cichy głos tuż przy moim uchu.
Podskoczyłam przestraszona. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam go. Ponownie przybrał swą ludzką postać i wpatrywał się we mnie swoimi niezwykłymi oczami, w których płonął ogień. Widząc to, me serce przyśpieszyło. Dopiero po chwili dotarło do mnie to, o co zapytał. W sumie, to nawet niezłe pytanie. Skąd się tutaj wzięłam? Od jakiegoś czasu przestało mnie to interesować. Po pierwszym szoku, który pojawił się, w momencie, w którym znalazłam się tutaj, pogodziłam się z tym, że nie mam o sobie zielonego pojęcia. Zupełnie, jakby ktoś starannie usunął wszystkie moje wspomnienia. Czasami zdarzały mi się przebłyski tego, co mogło wiązać się z moją przeszłością, ale uznałam, że to złudzenia. Przecież, gdybym miała rodzinę, szukaliby mnie, prawda?
— No więc? — zapytał, przyglądając mi się uważnie.
— Nie zaczyna się zdania od „no więc” — powiedziałam, zanim zdałam sobie sprawę z tego, co robię.
Przygryzłam wargę, spuszczając wzrok. Świetnie! Teraz tylko brakuje tego, by uznał mnie za przemądrzałą dziewczynę, która każdego musi poprawiać. Naprawdę, ja to mam tupet.
— Przepraszam, nie powinnam była tak mówić — westchnęłam, nie patrząc na niego. Czułam się co najmniej dziwnie. — Co do twojego pytania — wzruszyłam ramionami — nie wiem. Któregoś dnia, tak po prostu, się tutaj obudziłam i jakoś tak wyszło, że zostałam.
Zerknęłam na jego twarz. Oczekiwałam ironii, gniewu czy czegoś w tym stylu, a w zamian znalazłam współczucie i coś w rodzaju troski mieszanej ze zrozumieniem. Nie, to musiało mi się przewidzieć. Przecież on mnie nawet nie zna! Dlaczego miałby się o mnie troszczyć? Może z tego samego powodu, z którego poprosił cię o pomoc? — odezwał się cichy głosik w mojej głowie. Nie, to głupie. Zdawało mi się i tyle. To jest jedyne logiczne rozwiązanie.
— Rozumiem — odezwał się czarnowłosy, przerywając moje rozmyślania.
Spojrzałam na niego, oczekując, że doda do tego coś, co pomogłoby mi zrozumieć sens słów, które wypowiedział. Poruszył się, jednak zrobił to tylko po to, by spojrzeć w niebo. Milczał, a cisza, która zapanowała, powoli zaczynała mi przeszkadzać. Byłam świadoma tego, że powinnam zaczekać aż sam zechce mówić, ale nie mogłam. 
— Co takiego rozumiesz? — spytałam.
Rzucił mi krótkie spojrzenie, a potem znowu skupił się na obserwacji nieboskłonu. Czyżby nie zamierzał mi odpowiadać? A może sama miałam to zrozumieć? Tyko jak, skoro powiedział jedynie jedno słowo, które mogło dotyczyć wszystkiego. Otwierałam już usta, by zadać kolejne pytanie, gdy przemówił:
— Rozumiem co czujesz — rzekł krótko.
Chciałam mu odpowiedzieć, ale szybko zmienił temat, zupełnie jakby wyczuł, że chcę dalej drążyć tą kwestię.
— Jak się nazywasz? — zapytał.
Kolejne pytanie na które nie znałam odpowiedzi. Tak naprawdę nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, więc zaskoczył mnie fakt, że nie znam własnego imienia. Czemu tak się stało? Przecież jeszcze niedawno musiałam je pamiętać! Pokręciłam głową, starając się, z całej siły, nie wpaść w panikę. Nagle, tknięta impulsem, odpowiedziałam:
— Lasaira. — Nie wiem skąd przyszło mi to do głowy, ale wiedziałam, że to prawda. — Moje imię brzmi Lasaira, a twoje? 
 Uśmiechnął się do mnie i odrzekł:
— Bevan.

TRZASK! Sitle uniosła głowę, strzygąc uszami. Rozejrzała się dookoła, szukając źródła, z którego pochodził ten dźwięk. Potrząsnęła głową, stwierdzając, że to musiało być jedno ze zwierząt, które zamieszkiwały ten teren. Już zamierzała powrócić do skubania trawy, gdy niespodziewanie usłyszała dźwięk kroków. Na pamięć znała zasady, których ją niegdyś uczono i tak też zareagowała. Wszystkie wpajane jej umiejętność teraz znalazły swoje zastosowanie. Co prawda wątpiła by tak blisko Deren coś jej groziło, ale sam fakt, że osoba, która się do niej zbliżała nie była Norą, mocno ją niepokoił. Ustawiła się tak, by kątem oka widzieć zbliżającą się postać. Musiała dowiedzieć się kim ona, bo z pewnością była to kobieta, jest. A co jeśli to jedna z tych Ofne? - przeszło jej przez myśl. Może powinnam połączyć się z moją Jeźdźczynią? Nie. Nie ma po co niepotrzebnie jej denerwować. Zresztą, nawet jeśli tamta należy do nich, dam sobie radę! - stwierdziła stanowczo. 
Tupot stup nasilał się coraz bardziej, a ją zaczynał ogarniać strach. Zarżała cicho, próbując dodać sobie odwagi. Niestety w momencie, w którym zobaczyła zbliżającą się do niej nieznajomą jej silna wola zniknęła. Ona ma kitere*!  - wykrzyknęła. Nie mogła dużej się powstrzymywać. Parsknęła, po czym sięgnęła w stronę umysłu swej towarzyszki. Z zaskoczenie przyjęła, że panowała tam istna burza. Czuła silne zbulwersowanie, którego nie potrafiło zrozumieć. Co rozzłościło elfkę do tego stopnie, że przestała kontrolować swe emocje? Potrząsnęła grzywą. Musiała z nią porozmawiać.
— Nora! — zawołała telepatycznie. 
Ku jej zdziwieniu Solis nie odpowiedziała od razu. Zdawało się, że w ogóle jej nie usłyszała. Już miała odezwać ponownie, gdy usłyszała wyraźne: 
 — Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzisz! Doskonale zdawałaś sobie sprawę z tego, że... Sitle? To ty? Co robisz w mojej głowie? — zapytała elfka.
Ulżyło jej. Wiedziała, że teraz spokojnie będzie mogła wyjaśnić swej pani, co się dzieje, a ona ją wysłucha. W końcu są jednością i będą, dopóty śmierć ich nie rozdzieli, razem. Znały swoje myśli i pragnienia, lęki i słabości. We dwie stawały się silne, oddzielnie czuły się słabo. I przecież tak właśnie powinno być. Wierzchowiec i Jeździec od momentu pierwszego spotkania wiążą się ze sobą więzią, której nie da się zniszczyć. 
Klacz odpowiedziała niemal natychmiast:
— Nora, jakaś kobieta się do mnie zbliża! Ona trzyma w ręku kitere! Co mam zrobić? — parsknęła przestraszona.
Ku swojemu zdziwieniu usłyszała cichy chichot, jakby jej przyjaciółka była czymś wyraźnie rozbawiona, a ona nie wiedział czym. Co więcej siwka nie znosiła nie mieć zielonego pojęcia o tym, co się dzieje. To ją strasznie denerwowało. A kiedy stawała się nerwowa trzeba było zachowywać odpowiednią odległość, by uniknąć kopniaka czy ugryzienia. W takich momentach jej temperament dawał o sobie znać.
Zaintrygowana zadała pierwsze pytanie, na jakie wpadła:
— Z czego się śmiejesz? To wcale nie jest zabawne! — dodała oburzona.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast:
— Przepraszam, wiem, że to nie jest śmieszne. A co do tej nieznajomej, to jest Ariata, moja dawna przyjaciółka, przyszła żeby zabrać cię do stajni. Nastąpiły małe zmiany i moja tożsamość się wydała, stwierdziłam więc, że nie ma powodu żebyś została poza murami, dlatego ją po ciebie posłałam. Jeszcze raz cię przeprosić,  po prostu z tego wszystkiego zapomniałam ci przekazać — ton elfki wskazywał na to, że ona naprawdę tego żałuje. 
Sitle zarżała pojednawczo, po czym, życząc jej powodzenia, wycofała się z powrotem do swego umysłu. Nieznajoma, którą przysłała jej Jeźdźczyni, znajdowała się niecałe dwadzieścia metrów od niej. Po krótkiej chwili uniosła głowę i ruszyła nieśpiesznym stępem w stronę kobiety, która się zatrzymała. 
— Spokojnie, nie masz się czego bać. Nie zrobię ci krzywdy, Sitle — przemówiła łagodnie, a ona spojrzała na nią jakby chciała się zapytać „Kpisz sobie ze mnie? Czy ja wyglądam ci na przestraszoną?”.
Ariata rzuciła jej wesołe spojrzenie i odparła:
— Przepraszam jeśli cię uraziłam, moja droga.
Klacz potrząsnęła gniewnie grzywą, mówiąc tym samym „Tylko nie moja droga!”.  Nie no! Ta znajoma Nory pozwala za dużo sobie pozwala! – prychnęła klacz. Co ona sobie wyobraża? Że jestem jakimś pierwszym lepszym koniem, który pozwoli sobie na takie traktowanie? Jeśli tak zdecydowanie się myli! – stwierdziła zirytowana, tupiąc przy tym kopytem o ziemię.
— Już dobrze, już dobrze. Przepraszam, że cię rozgniewałam — rzekła elfka, wyciągając przed siebie ręce.
Siwka zarżała na znak, że wybacza. „Następnym razem bardziej się pilnuj” mówiło jej spojrzenie. Złotowłosa roześmiała się, uśmiechając się pojednawczo.
— Wątpię, że dasz się uwiązać? — spytała, a Sitle, gdyby mogła z pewnością przewróciłaby oczami. Tylko Nora miała taki przywilej! — Wybacz, musiałam spytać. Zapewne ucieszy cię wiadomość, że wkrótce zobaczysz się z Norą — kobieta posłała jej kolejny uśmiech i zapytała: — Gotowa?  W takim razie chodźmy — rzekła, odwracając się i ruszając w stronę miasta.
Czarnooka podążyła za nią, nie mogąc się doczekać spotkania z przyjaciółką.

Ciche pukanie do drzwi obudziło, drzemiącą dziewczynkę. Kruk spojrzała w tamtą stronę, zastanawiając się kto może coś od niej chcieć. Miała już zamiar się odezwać, gdy usłyszała znajomy głos:
— Anita, mogę wejść? — spytała Nora.
Rudowłosa uśmiechnęła się, przecierając oczy i odpowiadając:
— Jasne, chodź.
Drewniane wrota otworzyły się, ukazując stojącą za nimi białowłosą elfkę. Odkąd wyszło na jaw kim tak naprawdę jest jej opiekunka, luxlupuska, nie miała żadnej okazji by się z nią zobaczyć. Solis zażądała spotkania z matką, a ją odprowadzono do komnaty, w której znajdowała się obecnie. Co jakiś czas ktoś do niej zaglądał, pytając się czy niczego jej nie potrzeba, ale wszelkie pytania o jej towarzyszkę były zbywane. W końcu, znudzona czekaniem, usnęła.
 Mała przyjrzała się uważnie Norze.  W pierwszej chwili musiała przyznać, że bez typowo myśliwskiego stroju i związanych w kitkę włosów z trudem ją rozpoznała. Nigdy wcześniej nie widziała, by nosiła spódnicę, a co dopiero sukienki! Teraz jednak, bursztynooka, ubrana była w długą błękitną suknię, którą w pasie ozdobiono perłami i szmaragdami. Na prawej dłoni znajdowała się bursztynowa bransoletka. Długie, wyszyte złotą nicią, rękawy miały rozcięcia sięgające do łokcia. Zwyczajne skórzane buty zostały zastąpione niebieskimi pantoflami. Mimo zmian w ubiorze, to jednak fryzura robiła największe wrażenie. Na głowie miała wianek z różnobarwnych morskich kwiatów najróżniejszych kolorów i rozmiarów. W falowane włosy powplatano rubiny, ametysty, szafiry, bursztyny i topazy.
— Tak, wiem, wyglądam dziwnie, ale to nie moja wina, że Siofra złapała mnie w swoje sidła — odezwała się z rozbawieniem kobieta, widząc jak Red lustruje ją wzrokiem.
Dziewczynką spojrzała na nią pytającym wzrokiem, a Solis odpowiedziała na niezadane pytanie:
— Jestem winna ci wyjaśnienia, mogę usiąść? — spytała, a gdy Anita przytaknęła, zamknęła drzwi i podeszła siadając na łóżku. Milczała przez chwilę, aż w końcu znowu się odezwała: — Chyba powinnam zacząć od początku… Wszystko zaczęło się dwadzieścia lat temu, gdy…
__________________
*Kitere – przyrząd służący kłusownikom do łapania dzikich koni. Jeśli wierzchowce próbują uciec, sprawia im wielki ból.

Nie zabijać! W końcu udało mi się skończyć ten rozdział xD. Przez brak internetu nie mogłam tego zrobić wcześniej. Poza tym, dopiero dzisiaj złapała mnie wena. I jak? Podoba Wam się? Muszę podziękować za wszystkie Wasze komentarze, bo to one karmią mą wenę i sprawiają, że wiem, iż mam dla kogo pisać. Dziękuję!
 A teraz mały szantażyk. Napiszę połowę rozdziału, a drugą dopiszę dopiero jak zobaczę pod tym rozdziałem osiem komentarzy. Tak, wiem, wredna jestem, ale cóż...
Buźki!
Idril

15 kwietnia 2014

Rozdział 7



Deren było jedyne w swoim rodzaju. Gdyby kiedyś ktoś powiedział jej, że istnieje takie miasto, Kruk bez wahania wyśmiałaby tę osobę. Jednak teraz, kiedy przekroczyła główną bramę, nie potrafiła uwierzyć własnym oczom. Przywykła do tego, że każdego roku w Exendie wymieniane są nawierzchnie ulic oraz do tego, że po zaledwie paru miesiącach jasna kostka staje się czarna. Nie widziała nic dziwnego w tym, że na danej ulicy nie mógł być więcej niż jeden sklep, sprzedający dany towar, czy jedna restauracja. Płaczące dzieci, wrzeszczący dorośli, strażnicy, którzy z trudem utrzymywali porządek - to wszystko było całkowicie normalne i, jak do tej pory dziewczyna sądziła, poprawne, przynajmniej według luxlupusów. Elfia stolica z pewnością nie zostałaby zaakceptowana przez większość Wilków, którzy zostali wychowani w duchu tradycji, nakazującej, że w architekturze wszystko ma się trzymać utartego raz szlaku. Tutaj zaś było całkowicie inaczej. Nie trzymano się nawet odpowiednich kolorów! Idealnym przykładem był główny plac, gdyż, patrząc na niego można było dostać zawrotów głowy. Różnorodnych barw kostka układała się w taki sposób, by na jego środku pojawił się obraz przedstawiający rysia, przy którym stała ciemnowłosa elfka, trzymająca w dłoni wysoko uniesiony miecz. Z tego co mówiła jej Nora, to właśnie jest godło Eriel Den. Dziewczyna zwróciła swój wzrok w inną stronę. Wzdłuż jednej z mniejszych uliczek ciągną się pas kolorowych stoisk przepełnionych owocami i warzywami. Naprzeciw nich znajdował się obszar z najrozmaitszymi sklepami. Na ich wystawach było dosłownie wszystko od broni, zabawek, naczyń, instrumentów, mebli na ubraniach nie kończąc. Były tam rzeczy, których Anita nigdy wcześniej nie miała okazji widzieć, a także takie, z którymi dziewczynka miała już kontakt. Przeniosła swój wzrok na tłumu. Nie mogła się nie uśmiechnąć, ujrzawszy młodego chłopca, prowadzącego za uzdę karego rumaka, który w ogóle się go nie słuchał. Zachichotała, gdy karosz zatrzymał się w jednym momencie, a dzieciak męczył się próbując zmusić go do dalszej wędrówki. Pokręciła głową, śmiejąc się cicho, gdy zwierzę ruszyło w nieoczekiwanej chwili, wywalając przy tym swojego opiekuna. Gdziekolwiek nie spojrzała widziała śmiejące się elfy czy biegające dzieci. To wszystko sprawiało, że tęsknota, którą odczuwała na myśl o Exendie, zniknęła. Nawet jeśli nie chciała przyznać tego przed samą, wiedziała, że w Deren znalazłaby to wszystko, czego odmawiano jej na królewskim dworze. Potrząsnęła głową, powracając do obserwacji. 
W chwili, w której do jej uszu dobiegły delikatne, kojące dźwięki, odwróciła się, by poszukać ich źródła. Odnalazła je błyskawicznie. Niedaleko restauracji „Błękitna Róża” występował młody mężczyzna z skrzypcami, koło niego stał drugi z fletem w dłoni, trzeci miał bębny, a tuż obok nich stała przepiękna czarnowłosa kobieta śpiewając piosenkę, której dziewczyna przez długi czas nie mogła zapomnieć:
Witaj, wędrowcze co przybyłeś z daleka!
Podejdź, klaśnij w dłoń i zatańcz, hej!
Muzyka gra, czas nadszedł, by bawić się!
Podejdź i zatańcz z nami, hej!
Skok w górę, krok w bok!
Piruet, obróć się!
Niech usta twe z nami śpiewają,
Niech nasze harce do ranka trwają!
A gdy jutrzenka nowy dzień powita,
Niech od nowa zabawa się zacznie!
I nie myśl już o troskach swych,
Smutkach, zmartwieniach, kłopotach
Niech dereńska pieśń ukoi cię wnet!
Wiedz, że Deren od dawna już na ciebie czeka!
Znajdziesz tu szczęście i radość, hej!
Tu, gdzie śmiech i zabawa to powszedni chleb,
Tu, gdzie wszystkie twe problemy rozwiążą się
Uśmiechnij się, zaśmiej i zatańcz z nami, hej!
Niech Deren urokiem swym porwie cię!
I choćbyś musiał wracać już,
Pamiętaj, że gdy poczujesz się zmęczony,
Zawsze tu, powrócić możesz, a wtedy
Dereńska pieśń, niech ukoi cię…
Solis złapała ją za dłoń, ciągnąc w głąb miasta. Zaskoczenie Anity wzrosło, główny plac Deren wyglądał niesamowicie, ale to jego dalsza część wzbudzała prawdziwy zachwyt. Kolorowe budynki, chociaż minęło wiele lat odkąd je postawiono, zdawały się nie nosić śladów upływającego czasu. W co drugim oknie znajdowały się bajeczne obrazy przedstawiające zazwyczaj faunę i florę. Szczególnie często pojawiały się rysie, sprawiające wrażenie dzikich. Luxlupuska doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że elfy darzyły te dzikie koty szczególną sympatią. Kiedy zapytała się o to Norę, ta odpowiedziała jej, że w czasach, w których nie znano takiego słowa jak nienawiść, rysica uratowała  młodego księcia, gdy ten był niemowlęciem, wynosząc go z płonącego budynku. Kocica opiekowała się dzieckiem do czasu, gdy pojawili się jeźdźcy, którym powierzono zadanie odnalezienia dziedzica tronu. Ponoć nawet po tym, jak zabrano chłopca, ona nie chciała go opuścić i podążyła za nim, towarzysząc mu na każdym kroku. Gdy zaś Chait, bo tak się nazywał, dorósł i został królem, wprowadził kategoryczny zakaz polowań na rysie. Od tamtego czasu zwierzęta te stały się godłem Eriel Den. Młoda spojrzała pytająco na opiekunkę, która zatrzymała się, zakrywając swą twarz kapturem. W odpowiedzi kobieta ścisnęła jej dłoń, po czym pochyliła się i szepnęła:
— Nie, nie musisz kryć swej twarzy. Ciebie nikt tu nie zna, ale ja zbytnio rzucam się w oczy. A mnie nikt nie może rozpoznać — dodała jakby do siebie, prostując się.
Dwunastolatka, usłyszawszy ostatnie zdanie, zaczęła zastanawiać się, kim jest Nora, że chce utrzymać swą tożsamość w tajemnicy. Po chwili jednak wzruszyła ramionami, stwierdzając, że to nie jej sprawa. Skoro tak postanowiła, to niech tak będzie - stwierdziła w myślach. - Ja jej ufam - dodała, a zaraz potem rozszerzyła szeroko usta w zdumieniu, przypatrując się miejscu, w którym się znalazły. Elfka wprowadziła ją na jedną z wielu dróżek, prowadzących przez park. Rudowłosa widziała już, że miejsce, w którym się znajduje, nie należy do zwyczajnych, ale nie sądziła, że ujrzy coś tak pięknego. Wszystkie ścieżki prowadziły do wielkiej fontanny. Na środku stał posąg, wyglądający jak dwa łabędzie, których szyje spleciono ze sobą tak, by przypominały serce. Co dziwne z ich dziobów nie wypływała woda, a nieznany jej złoty płyn. Sam mur, otaczający basen wysadzany był bursztynami. Już z daleka mogła zobaczyć szmaragdowy napis ,,Cinis et manes et fabula fies"  Spojrzała ze zdumieniem na towarzyszkę.
 —  To fontanna  Edi One Bere le Ven, co można przetłumaczyć jako: Symbol Pamięci i Zwycięstwa. Napis, który zobaczyłaś oznacza zaś: popiołem i cieniem i wspomnieniem się staniesz.  Wybudowano ją na początku istnienia Deren, zamiast wody wypływa z niej promissio*, napój, który wolno nam pić tylko raz do roku, w Dniu Przesilenia Letniego** — odpowiedziała na jej nieme pytanie Nora.
 Dziewczyna miała zamiar ponownie zwrócić wzrok ku zbiornikowi, jednak elfka pociągnęła ją za dłoń, schodząc na trawę.
— Chodź, skrócimy sobie drogę, ale musimy się pośpieszyć — powiedziała, uśmiechając się.
Anita zerknęła na nią, pytając:
— Czemu musimy się śpieszyć? Tutaj jest tak ładnie, a pogoda wręcz sprzyja powolnemu spacerkowi!
— Jeszcze nie raz będziemy tędy przechodzić, mała. Teraz jednak nie mamy czasu na swobodne spacerki, nawet jeśli słońce tak ślicznie świeci, a  pójście ścieżkami zajęłoby nam go zbyt wiele. Red, chodź i nie marudź, obiecuję, że jeszcze tu przyjdziemy — westchnęła kobieta, spoglądając na nią karcącym wzrokiem, po tym, jak otworzyła usta, by zaprotestować.
Młoda spojrzała na nią z wyrzutem, ale w końcu skinęła głową. Ruszyły w dalszą drogę. 

Błękitne Ogrody, 13 sierpnia 2005r.
Wasza Wysokość!
Liczę, że w momencie, w którym czytasz Panie ten list, jesteś zdrów. Zwracam się do Króla, ponieważ pragnę zameldować, iż rozkaz, który nam dałeś, Miłościwy Panie, został wykonany. Odnaleźliśmy wskazany obiekt i zabraliśmy tak, by nikt nie zwrócił uwagi na jej zniknięcie. Zwłoki dziewczyny ubraliśmy w dostarczone nam przez jeźdźca ubrania i podrzuciliśmy na bagnach, upewniając się, że natrafią na nie bestie z mokradeł. Rano jeden z moich ludzi po nie wyruszył. Miałeś, jak zawsze, rację Panie. Sugestie Kornela były trafne, wszystko, co mogłoby umożliwić dowiedzenie się, kim naprawdę jest dziewczyna, zostało zniszczone. Jedyne rozpoznawalne cechy, które się utrzymały to rude włosy i ubrania, chociaż i te są w strzępach. Nikt nie domyśli się, że to dziecko nie jest córką Waszej Miłości. Czekam na Twe dalsze rozkazy, Jaśnie Panie, licząc, że wszystko będzie układało się po Twej myśli, Królu. 
Pozdrawiam uniżenie,
Dowódca Tajnych Służb Specjalnych
Arkadiusz Ven
P.S. Oby Wasza Wysokość żyła wiecznie!
P.S.S. Pozostałe sprawy również postępują nad wyraz sprawnie.

Exendie, 18 sierpnia 2005r.
Dowódco Ven!
Niezwykle cieszę się z powodu Twej troski o me zdrowie, nawet jeśli liczyłeś przez to na awans. W niezwykłą radość wprawiło mnie to, że poprawnie, wraz z swymi ludźmi, wykonałeś rozkaz. Zamierzam powiadomić dziś lud o tym, że królewna nie żyje. 
Me dalsze rozkazy brzmią: ciało sprowadźcie do Exendie, utrzymując, że są to zwłoki mej córki. Im szybciej odbędzie się pogrzeb, tym lepiej. Mimo to w dalszym ciągu macie szukać prawdziwej Anity, jeślibyście znaleźli martwą, powiadamiacie mnie o tym fakcie natychmiast! Wówczas trzeba będzie dokonać podmiany. Gdybyście odnaleźli dziewczynę żywą, zabierzcie ją do Wilczej Warowni. Co się pozostałych spraw tyczy: macie pilnować, by nic się nie wydało! Jeśli ktokolwiek dowie się o tym, nim będziemy gotowi, polecą głowy!
Jego Wysokość
Król Lex Lerden
Kamil Kruk

— Zginiesz jeśli go zgubisz — warknął blond włosy mężczyzna, wpatrując się w stojącą przed nim postać chłodnym wzrokiem. 
— Nie zawiodę cię, panie! — krzyknął, salutując żołnierz. 
Jeździec skłonił się przed Kamilem, po czym wsiadł na koński grzbiet. Łydkami ścisnął końskie boki, zmuszając wierzchowca do ruchu. Nie minęła minuta, a on już galopował przed siebie, niosąc królewski list.

 — Zdajesz sobie sprawę, że jeśli zawiedziesz, stracisz zdrowie, a w najgorszym przypadku życie?
Angus spojrzał na nią, uśmiechając się smutno. Zastanawiał się, dlaczego zdecydował się jej zaufać pomimo, słów wypowiedzianych przed laty. Mimo tylu różnicy, które dzieliły ich dwójkę, ona osiągnęła swój cel, doprowadziła do upadku uzurpatora, a sama zajęła należne miejsce, a on? Odszedł, wybrał walkę i życie, które wiecznie było w niebezpieczeństwie. Westchnął cicho, przeciągając dłonią po włosach.
— Nie, Elza — rzekł, kręcąc głową. — Jeśli zawiodę, wówczas stracę coś więcej niż życie. Zdecydowanie więcej  — odparł powoli. 
 Nie chciała tego, ale musiała się zgodzić. Rada postanowiła, że to właśnie Strzała otrzymał  zadanie. Miał udać się do Raven i rozmawiać z Thornem. Sama próba przedostania się na teren Iren było równoznaczne z samobójstwem. Granic państwa buntowników strzeżono niezależnie od pory dnia, pogody czy godziny. Zawsze ktoś czuwał nad ich bezpieczeństwem, nie pozwalając na to, by ktoś je przekroczył. Ta misja znaczyła wysłanie mężczyzny na pewną śmierć, a ją zmuszono, by to uczyniła.
 — Skoro taka jest twoja wola — zaczęła, a słowa z trudem przechodziły jej przez gardło — jedź. Udaj się do Cichego Miasta i spróbuj porozmawiać z przywódcą Bractwa.
 — Jak rozkażesz, pani — odrzekł, schylając głowę, po czym gwizdnął przeciągle.
 Nazwał ją panią, co ewidentnie oznaczało, że pomiędzy nimi, tak naprawdę, nic się nie zmieniło. Obrzuciła go srogim spojrzeniem, dając do zrozumienia, że czasy, w których mogli pozwolić sobie na swobodę w swojej obecności, minęły bezpowrotnie. On już nie nazywał jej żartobliwie Płomyczkiem, a ona nigdy więcej nie powie do niego Ogniku. To należało do przeszłości, a Anguragerzy nie mogą żyć wspomnieniami. Nie okazała wzruszenia, gdy ujrzała karego ogiera, który przygalopował i zatrzymał się przed mężczyzną. Nie okazała uczuć, gdy Angus wskoczył na koński grzbiet. Nie rozpłakała się, gdy odparł wypranym z emocji głosem:
— Żegnaj, pani.
Znała znaczenie słów, które wypowiedział. Znaczenie, które sprawiało, że jej serce pękało na pół, nie mogąc się z nim pogodzić. On przeczuwał, że nie powróci. Czuł to i dlatego przybył do Anger Den. Chciał się pożegnać. A ona miała zamiar spróbować po raz ostatni złagodzić spór, który ich dzielił. Otworzyła usta, by przeprosić, ale szybko je zamknęła. Zamiast tego wyprostowała się i uniosła dumnie głowę.  
— Żegnaj, Strzało. Er ne Orek de Fleme dias... — rzekła głośno. 
Spojrzał na nią ze zdumieniem. Mógł się spodziewać wszystkiego, ale nie tego. Nie słów, które dawały jej nikłą nadzieje, że zrezygnuje ze swej misji i zatrzyma się, zostając w Dras, tu, gdzie jest jego miejsce. A jednak nie zrobił tego. Uniósł głowę, zerkając na niebo. Wszystko na nic - westchnęła cicho w myślach. - Naszego sporu nie da się już zażegnać. Wszystko na nic. 
— Ad Rest Ven Singer* — dokończył, ściskając końskie boki łydkami. 
Patrzyła jak przechodzi z stępa w kłus, a z kłusa w galop. Obserwowała go, a na jej twarzy nie widać było żadnych emocji. Musiała utrzymywać pozory. Dopiero, gdy Angus zniknął za zakrętem, pozwoliła sobie na okazanie uczuć, które nią targały. Usiadła na przewalonym pniu, po czym ukryła twarz w rękach. Łzy spływały powoli po jej policzkach.  Czarnowłosa spuściła głowę, przygryzając wargę. W jej czarnych oczach widać było ból i rozpacz. Wiedziała, o co mu chodziło. Ona, jako jedyna z żyjących, znała prawdę. I, nie zależnie od tego jak bardzo pragnęła to zmienić w głębi serca, zaakceptowała ją. Zawarła układ z samą sobą. Chociaż w środku wciąż będzie go kochać, na wierzchu pozostanie mur nienawiści, który ma ich od siebie odgradzać. A teraz? Przecież on nie miał najmniejszych szans na... Nie! - krzyknęła w myślach. Wstała nieoczekiwanie, po czym spojrzała w stronę, w którą odjechał. 
— Dasz radę, Strzało... Jeśli ktoś ma sobie poradzić z tym zadaniem to tylko ty — rzekła, a potem dodała cicho: — Musisz dać sobie radę, braciszku. Musisz, a ja w ciebie wierzę. 

Jest źle - stwierdziła w myślach Anita. Bardzo źle - dodała, zerkając na siedzącą koło niej Norę. Nie miała zielonego pojęcia, dlaczego tu są ani co tutaj właściwie robią. Wiedziała jedynie, że cała ta sytuacja była naprawdę dziwna. W jednej chwili szły Alejką Proroctw, a elfka tłumaczyła jej kolejne rzeczy o Deren, a w drugiej zostały pochwycone przez strażników i zaprowadzone do tego miejsca, które wyglądało jak komisariat. Jej opiekunkę zaczęto przepytywać, a na nią nie zwracano nawet najmniejszej uwagi. Westchnęła cicho, przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy Solis a czarnowłosym mężczyzną.
 — Powtórzę ostatni raz: co tutaj robisz? — spytał, a w jego głosie była wyraźnie słyszalna irytacja.
Chociaż twarz kobiety zasłaniał kaptur, dziewczynka wiedziała, że ta przewraca oczami. 
— Po raz ostatni powtarzam, że to nie jest twój interes — warknęła w odpowiedzi. 
— Naprawdę sądzisz, że zgrywanie odważnej ci coś pomoże? Dobrze ci radzę, odpowiadaj dopóki pytamy po dobroci — rzekła, milcząca dotąd, strażniczka.
— Nie złamałam prawa, więc o co tyle nerwów? Mam przywilej zachowania swej tożsamości w tajemnicy, ponieważ w żaden sposób nie naruszyłam panujących tu zasad ani wypowiedzianymi słowami, ani czynami. Poza tym...
— Naprawdę sądzisz, że w żaden sposób nie złamałaś prawa? — przerwała jej z kpiną blondynka. — A to co powiedziałaś wędrując alejką? Vek Or, Ne Hide*? Przypominasz już sobie? — zapytała. 
 Kruk rozszerzyła oczy ze zdumienia. Zaprowadzono je tutaj tylko dlatego, że jej przyjaciółka wypowiedziała jedno, głupie zdanie? To zdawało się jej być wprost nierealne. Pokręciła głową, po czym otworzyła usta, by zaprotestować. Nie zdążyła.
— Nie przypominam sobie, by w Eriel Den zakazane było mówienie — syknęła elfka.
— Nie jest zakazane mówić, jednak tych słów nikt, kto nie należy do rodu nie ma prawa wymawiać! — Pięść czarnowłosego wylądowała z hukiem na stole, gdy ten stracił nad sobą panowanie. — Naprawdę uważasz, że możesz robić, co ci się żywnie podoba? Mylisz się! Posłuchaj mnie, paniusiu, nie wiem, kiedy ostatni raz tu byłaś, ale wiele się od tamtego czasu zmieniło. Między innymi to, że musieliśmy podjąć odpowiednie kroki, by zapobiec dalszym stratom, które powodowała ignorancja pozostałych ras. Wiesz za kogo cię uważam? Nie? — Jego głos przepełniony był kpiną.  — Uważam cię za bezczelną panienkę, która nie potrafi się powstrzymać, by nie okazywać tego, jaka ona jest wielka i wspaniała.
Jak on śmie? - krzyknęła w myślach luxlupuska. Jak ten arogancki facet śmie tak do niej mówić? Ja już dawno bym nie wytrzymała - dodała. Nie tylko ona. Cierpliwość jej opiekunki została już dawno nadwyrężona, teraz jednak granica, która powstrzymywała wybuch furii, pękła.
— Chcesz wiedzieć kim jestem? — krzyknęła. — No to ci powiem — wysyczała.
Białowłosa zerwała się na równe nogi. Odrzuciła kaptur, wypowiadając przy tym słowa, których żadne ze strażników się nie spodziewało:
 — Nora Arianna Solis, córka Navii i Evenda Solisów, królewna Eriel Den.
_____________________________
Promissio -  jest to niezwykle smaczny napój, którego recepturę znają tylko elfy, a pozostałym rasom wiadomo jedynie, że dodają do niego złote jagody, rosnące jedynie w lasach Eriel Den oraz wiele ziół. Powiadają, że ma on magiczne właściwości.
Dzień Przesilenia Letniego - elfia rasa uznaje go za szczególny, wręcz magiczny, a według legendy o Zapomnianych, to właśnie w ten dzień po raz pierwszy Pierwsi pojawili się na Lux ex Saltus. Każdego roku, by uczcić to jakże ważne wydarzenie, w każdym mieście Eriel Den urządzane są przyjęcia i zabawy. Dzień Przesilenia Letniego jest wolny od pracy i nauki, a elfy piją wówczas promissio.
 Er ne Orek de Fleme dias... Ad Rest Ven Singer - Nie Słońce i Księżyc cię strzegą... A Gwiazdy Twej Duszy Pilnują - są to słowa wypowiadane przez anguragerów, gdy ci chcą okazać komuś szczególny szacunek lub to, że owa osoba wiele dla nich znaczy. Uznawane są za coś w rodzaju błogosławieństwa, które ma zapewnić ochronę. Ponoć działa i na osobę, na którą się je rzuca i na osobę rzucającą. 
Vek Or Ne Hide - Ucieczka niszczy, walka zabija.

A oto i rozdział! Wiem, że strasznie rzadko się pojawiają, ale chcę zacząć pisać systematycznie. Mam zamiar naskrobać przynajmniej dwa rozdziały na miesiąc. Co do komentarzy… Dziękuję Wam! Każdy komentarz jest dla mnie olbrzymią motywacją i sprawia, że mam jeszcze większą ochotę by pisać. Ponadto blog ma już ponad trzy tysiące osiemset wyświetleń. Jesteście wielcy! Naprawdę Wam dziękuję i liczę, że dobijemy jeszcze większej ilości! 
Edit 20.04.2014: WESOŁYCH ŚWIĄT!
 Zając skacze już od rana,
 Kurczak płacze - wyjść już musiał,
 Baranek beczy, słońce świeci!
 A ja życzę dzisiaj Wam:
 Byście jak Line mądrzy byli,
 Jak Nora rozsądni,
 Jak Angus odważni,
 Jak Navia szczęśliwi,
 Żeby Mistrz Eri do Was nie przyszedł,
 Żeby Wam jajko wyśmienicie smakowało
 I problemów nie napędzało.
 Niech Wam święta miną słodko,
 Tak jak placek zwany szarlotką,
 Bez problemów, bez smutków,
 Zdrowia, szczęścia i radości!
 A od naszych słodkich dzieci:
 W-E-S-O-Ł-Y-C-H Ś-W-I-Ą-T! 
Pozdrawiam serdecznie
Idril